Jeszcze niedawno byłem zarówno najstarszym, jak i najmłodszym członkiem zespołu. Teraz jestem już tylko najstarszy... O ile pamiętam, w ubiegłym wieku, a i w innym państwie (PRL), śpiewałem przed mutacja jako sopranik w kościele podczas mszy, a potem wśród tenorów w dobrym lubelskim chórze. Po przyjeździe do Rzeszowa poświęciłem się nowej pasji - kulturom in vitro (zdjęcie). Nie śpiewałem już w chórze, choc czyniłem to często podczas przeszczepiania kultur i przesadzania roślinek. Podobno, nieświadomy tego, miałem nieraz za cienką ścianą mimowolnych słuchaczy - studentów odbywających właśnie ćwiczenia. Po dwudziestu latach mieszkania w Rzeszowie postanowiłem zmienić coś w moim życiu i zapisać się z powrotem do chóru. Miałem szczęście, że trafiłem na zespół muzyki dawnej. Uważam, że muzyka ta jest niesamowita. I prosta, i tajemnicza. Budzi wiele skrajnych emocji, ale też uspokaja. I co ważne, jest całkiem inna, niż nadawana w większości stacji. Podobno muzyka łagodzi obyczaje. Może więc po paru miesiącach śpiewania nie będę już hurtowo mordował studentów na zaliczeniach i egzaminach. Ale nie obiecuję ... |